Od uczestnika, przez wychowawcę, po człowieka do zadań specjalnych.

15 lat temu uczestnik kolonii, dziś inżynier po Politechnice Warszawskiej – Kuba Krawulski – co go łączy z Radsas Fun?

Z Radsas Fun jestem związany od 15 lat. Najpierw jako uczestnik, później Młoda Kadra, następnie wychowawca, ratownik, sternik i – jak to się u nas mówi – człowiek od zadań specjalnych, czyli tzw. „Pan Techniczny”.

Pierwszy wyjazd – Hartowiec i „Mali Agenci”
Miałem 7 lat i ogromne marzenie – pojechać na prawdziwy obóz. Z rodzicami przeglądaliśmy ogłoszenia w gazetach, aż kolega ze szkoły powiedział, że jedzie z taką jedną firmą i mogę dołączyć. Finalnie pojechaliśmy w trójkę.
Pamiętam emocje większe niż mój plecak. Tematyka? „Mali Agenci”. Szyfry, zadania specjalne, misje w terenie – świat jak z filmu. Z tamtego obozu pamiętam dwie rzeczy bardzo wyraźnie. Po pierwsze – że było niesamowicie. Po drugie – że raz się popłakałem, bo koledzy, z którymi przyjechałem, nie chcieli iść na dyskotekę, a ja bardzo chciałem. Już wtedy wiedziałem, że chcę chłonąć wszystko, co daje obóz – każdą atrakcję, każdą chwilę.
Na zakończenie zostałem wyróżniony jako Najlepszy Młody Agent. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułem, że to moje miejsce.

Młodzi Olimpijczycy i 13 medali
Na kolejny obóz – „Młodzi Olimpijczycy” – pojechałem już z inną ekipą. Składy się zmieniały, ale jedno było stałe: ja zawsze chciałem jechać.
Mieliśmy po 8–10 lat, więc oprócz sportowej rywalizacji zaczęliśmy rozglądać się za pierwszymi sympatiami. Ale najważniejsze były jednak konkurencje. Biegałem, rzucałem, skakałem – i wygrywałem. Zgarnąłem wtedy 13 medali. Finał? Dogrywka o puchar najbardziej utytułowanego obozowicza – 1 na 1 w koszykówkę, przed całym obozem i Panem Radkiem.
Wygrałem.
Do dziś pamiętam ten moment. Emocje, doping, satysfakcję. To nie chodziło o puchar – chodziło o wiarę w siebie, którą daje dobrze zorganizowana przygoda.

Multisport, survival, paintball – byle być
Potem były kolejne tematy: multisportowe, survivalowe, paintballowe. Był Jantar, było Wiele – miejsce, do którego dziś wracam już jako członek kadry.
Szczerze? Z czasem przestało mieć znaczenie, jaki jest motyw przewodni. Dla mnie ważne było jedno – być tam. Atmosfera, ludzie, energia, Radsasowe gry terenowe, wieczorne podsumowania dnia, integracja, śmiech. Obóz stał się stałym punktem moich wakacji.

Moment przełomowy – propozycja od Pana Radka
Na moim siódmym obozie, gdy miałem 14 lat, Pan Radek zaprosił mnie na rozmowę – byłem przerażony, myślałem, że wylatuję z obozu. Usłyszałem jednak, że w przyszłym roku mogę przyjechać nie jako uczestnik, ale jako Młoda Kadra.
Byłem zachwycony. Poczułem się doceniony. Ktoś zauważył moje zaangażowanie, energię i to, że zawsze chciałem więcej. To był pierwszy krok w stronę odpowiedzialności.

Młoda Kadra – pierwsze zadania, pierwsza miłość
Jako Młoda Kadra pomagałem wychowawcom w prowadzeniu zajęć, przygotowywaniu atrakcji, organizacji dnia. Uczyłem się pracy z grupą i odpowiedzialności za innych.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś jeszcze.
W drugim roku jako Młoda Kadra poznałem Panią Amelkę (która również do dnia dzisiejszego jeździ na obozy). Pamiętam, że po trzech dniach powiedziałem wszystkim, że się z nią ożenię – wszyscy się śmiali, nikt mi nie wierzył.
Trzy lata później oświadczyłem się jej na pomoście we Wielu – dokładnie w miejscu, gdzie się poznaliśmy, a w zeszłe wakacje wzięliśmy ślub – nie rzucałem słów na wiatr.

Ratownik, sternik i „szachy radsasowe”
Z czasem zostałem pełnoprawnym członkiem kadry. Nie byłem klasycznym wychowawcą – moją działką stało się bezpieczeństwo i logistyka.
Jako ratownik dbałem o bezpieczeństwo nad wodą. Jako sternik prowadziłem sprzęt wodny. Jako „Pan Techniczny” przygotowywałem atrakcje, ogarniałem zaplecze, wprowadzałem nowe pomysły i wspierałem Pana Radka w kolejnych wyzwaniach.
Jedno z większych? Rozmieszczenie uczestników w pokojach. Spróbujcie rozlokować 400 osób tak, żeby wszyscy byli zadowoleni, przyjaźnie się zgadzały, a logistycznie wszystko miało sens. To są prawdziwe… Radsasowe szachy.

Co mi dał Radsas Fun?
Przez 15 lat zobaczyłem obóz z każdej perspektywy – dziecka, nastolatka, młodej kadry i dorosłego członka zespołu. Radsas nauczył mnie:
– odpowiedzialności,
– pracy zespołowej,
– radzenia sobie w kryzysie,
– organizacji na dużą skalę,
– i tego, że pasja może stać się częścią życia.
To tutaj dorastałem. Tu zdobywałem medale, przyjaciół, doświadczenie. Tu poznałem swoją Żonę.
Dziś, gdy patrzę na uczestników, którzy przyjeżdżają pierwszy raz – widzę w nich siebie sprzed lat. I mam nadzieję, że dla kogoś z nich ta przygoda potrwa równie długo jak moja.
Bo czasem jeden obóz może zmienić całe wakacje.
A czasem – całe życie.